piątek, 24 maja 2013

"Jesienna sonata"- Mons Kallentoft

Autor: Mons Kallentoft

Wydawca: REBIS
Rok:  2011
Stron: 464




Jesień. Linköping tonie w strugach deszczu. Ciężkie krople padają na zamek Skogsa i zwłoki pływające w fosie. Trop prowadzi do poprzednich właścicieli, członków arystokratycznej rodziny Fagelsjö. Czy sprzedaż zamku mogła być przyczyną morderstwa? Kim właściwie był nowy właściciel posiadłości Jerry Petersson i jakie tajemnice kryje jego przeszłość? Podążając tropem mordercy, Malin Fors musi stawić czoło własnym demonom, które powoli przejmują władzę nad jej życiem.

Jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością Mons Kallentoft. Na wstępie muszę przyznać, że lepiej było zacząć od pierwszej książki z serii (ta jest trzecia), bo są nawiązania do poprzednich spraw i niestety spoiler. 

Jerry Petersson zostaje znaleziony martwy na terenie posiadłości (zamku), która została niedawno kupiona przez niego od rodziny Fagelsjö. Nestor rodu, hrabia Axel to człowiek dumny, ceniący tradycję, dlaczego więc sprzedał zamek? A może to jego syn Frederik miał coś wspólnego z morderstwem? Czy może jednak należy szukać w tajemniczej przeszłości ofiary? W czasach „biznesowych” Petersson był twardym zawodnikiem, budzącym zarówno respekt jak i zawiść. Nie dbał o innych ludzi (bo to pieniądze wg niego tworzyły uczucia) czy to przysporzyło mu wrogów i sprawiło, że ktoś go zabił z wściekłości? Z początku policja błądzi po omacku w jesiennej mgle, potem zaś kawałek po kawałku odkrywane są tajemnice.

Detektyw Molin Fors jest z pewnością wyrazistą postacią. Z jednej strony pełna złości, drażliwa, zmagająca się z problemem alkoholowym (na to zbyt duży nacisk moim zdaniem- opis majaków itp.), spycha samą siebie na dno i nie daje sobie pomóc, nie wzbudziła mojej sympatii. Z drugiej zaś strony walczy z własnymi demonami- poczuciem winy, że nie potrafiła ochronić swojego dziecka, że popsuła swój związek z mężczyzną, którego kocha. Praca policjantki pożera jej duszę, łatwiej uciec w czyjeś nieszczęścia, niż zająć się własnymi. Z życiem jej rodziny związany jest pewien sekret, który został tylko ukazany, ale nie wyjaśniony (co poczytuję za mały minus). 

„Uległa miłości do butelki, do tego bawełnianego świata o miękkich krawędziach, w którym niczego nie ma. Ani przeszłości, ani teraźniejszości, ani przyszłości.”

Zbrodnia wynika z przemocy i bólu oraz ma swoją historię- taką tezę wysuwa autor i ukazuje ją na podstawie życia mordercy, które jako czytelnicy poznajemy z jego wspomnień, to „meandry ludzkiej duszy”, gdzie cienka granica dzieli miłość od nienawiści, a dobro od zła. Również pojawia się pytanie czy swoimi czynami można zasłużyć sobie na przemoc? Pewien bohater jednym zdarzeniem, do którego poprzez swoją dumę i ignorancję nie przywiązywał wagi, zapoczątkował proces przemocy, zła i nienawiści. W pewnym momencie to jednak wróciło do niego i zmusiło go do cofnięcia się w przeszłość, powrót do pewnych wydarzeń.

W „Jesiennej sonacie” (podejrzewam, że i w pozostałych książkach pisarza) występuje specyficzna narracja: prawie każdy bohater udziela głosu- wyjawia swoje najgłębsze myśli, przywołuje wspomnienia, stawia sobie pytania- przy czym najczęściej zwraca się przy tym do innego bohatera. Na przykład Malin do córki, córka do niej. Obecny jest również „dopingujący” dialog zmarłej ofiary do policjantki. Język jest bardzo plastyczny, dosadny, miejscami męczący i niesmaczny. Książka ma jesienny klimat: wszechobecny smutek, przygnębienie i melancholia wyzierają ze stron, co czyni tą książkę trudną w odbiorze, mroczną. Nie każdemu może to przypaść do gustu, ale z pewnością wyróżnia to twórczość pisarza od innych.

Podsumowanie:
Styl/ kompozycja- specyficzna i trudna
Bohaterowie: z przeszłością, ich analiza psychologiczna
Tytuł i okładka: adekwatne do treści
Akcja: zaskakująca, niespodziewane zakończenie

OCENA 4,4/ 6

14 komentarzy:

  1. Cały cykl już za mną i wspominam go bardzo dobrze.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię autora, pewnym urozmaieniem jest pisanie w pierwszej osobie, a nie każdemu to odpowiada

    OdpowiedzUsuń
  3. Co to znaczy, że język czasami jest niesmaczny? Czyli, że są w nim wulgaryzmy? Jeśli tak, to mi osobiście to nie przeszkadza. Szkoda jedynie, że przebija się tutaj melancholia i smutek, gdyż teraz wolę nieco weselsze klimaty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem są wulgaryzmy, niezbyt często, ale wymykają się bohaterom w chwilach wzburzenia. Ale raczej mi chodziło o fragmenty dot. "młodych węży" jako pewnej metafory, są to opisy zarówno mroczne jak i właśnie takie męczące i niesmaczne.

      Usuń
  4. Historia wydaje się dość prosta, choć mogłaby być ciekawa :) Autora jeszcze nie znam, więc to dobra okazja, by coś spod jego pióra przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam tę książkę, więc na pewno w wakacje zajmę się jej czytam, bo teraz mam coraz mniej czasu na rozrywkę :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety nie moje klimaty

    OdpowiedzUsuń
  7. Książkę tę zdobyłam już jakiś czas temu. Ale najpierw chciałabym przeczytać "Ofiarę w środku zimy" i kolejne części. :)

    Przy okazji zapraszam do mnie na zagadkę dotyczącą okładki pewnej książki. ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo podobała mi się ta książka. Początkowo język, jakim jest napisana, nieco mnie męczył. Ale potem bardzo mi się spodobał, a lektura była przyjemnością. Za to nie bardzo polubiłam Malin...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Malin ciężko polubić, ale nie można o niej powiedzieć, że to postać nudna czy bezbarwna.

      Usuń
  9. Zdecydowanie moje klimaty, tylko ten styl pisania nie za bardzo. Chciałabym przeczytać ze względu na klimat, bo widać, że autor potrafi go wytworzyć.

    OdpowiedzUsuń
  10. Intryguje mnie mroczny klimat tej powieści, z ciekawości bym nawet do niej zajrzała.

    OdpowiedzUsuń

  11. Bardzo chętnie zapoznam się z całym cyklem powieści Mons Kallentoft, ale dobrze, że uprzedziłaś, bo wiem przynajmniej, że trzeba zacząć od pierwszego tomu:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetna książka, uwielbiam Kallentofta, mam jego wszystkie pięć książek!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...